AGRARIAN JUSTICE | SPRAWIEDLIWOŚĆ AGRARNA

Tytuł oryginalny Agrarian Justice, to pamflet Tomasza Paine twierdzący, iż właściciele ziemi obowiązani są płacić wspólnocie opłatę gruntową, co usprawiedliwa podatek od nieruchomości, którym by płacić powszechne świadczenia emerytalne oraz dla osób niepełnosprawnych, a także ustaloną sumę dla wszystkich obywateli po osiągnięciu dojrzałości. Wikipedia

Translation by | Tłumaczenie: Teresa Pelka
Standard copyright | Standardowe prawo autorskie
Work in progress | Praca w toku.

Uchować zalety tego, co nazywane jest życiem cywilizowanym, a zaradzić jednocześnie przynoszonemu przez nie złu — oto pierwsze obiekty dla myśli, przy reformowaniu prawa.

Czy ów stan tak dumnie, a być może błędnie nazywany cywilizacją, poczucie szczęścia w ludzkim gatunku jak najlepiej wypromował, czy też jak najgorzej je sponiewierał — to kwestia w jakiej spierać by się można mocno. Z jednej strony, zaślepia człowieka wspaniałość przystrojenia; z drugiej, rażą skrajności marnoty, a obu dała początek cywilizacja. Tych najzamożniejszych i tych najnędzniejszych pośród ludzi znajdziemy w krajach nazywanych cywilizowanymi.

Ażeby zrozumieć jaki stan społeczeństwa być powinien, trzeba mieć jakieś pojęcie o naturalnym i prymitywnym stanie człowieka, jak dzisiaj pośród Indian Ameryki Północnej. Nie ma w owym naturalnym stanie tego spektaklu ludzkiej nędzy, który ubóstwo i niedostatek wystawiają naszym oczom na ulicach wszystkich miast w Europie. Ubóstwo jest więc tworem tego, co nazywamy życiem cywilizowanym. Nie istnieje w stanie naturalnym. Z drugiej strony, stan naturalny zmuszony jest obywać się bez zalet płynących z rolnictwa, sztuk pięknych, nauki, oraz masowej produkcji.

Życie Indianina jest w porównaniu z żywotami europejskiej biedoty nieustającym świętem; po dziadowsku jednak wygląda w porównaniu z bogaczami. Takoż cywilizacja bądź to, co tak nazywamy, zadziałała na dwa sposoby: uczyniła jedną część społeczeństwa zamożniejszą, a drugą uboższą niż byłaby w stanie naturalnym.

Zawsze się da przejść ze stanu naturalnego do cywilizowanego, ale nigdy się nie da przejść z cywilizowanego w naturalny. Powodem jest to, że człowiek w stanie naturalnym, żywiąc się z polowania, potrzebuje dziesięć razy więcej ziemi na swoje utrzymanie, niż by potrzebował w cywilizowanym państwie, gdzie ziemia jest uprawiana. Takoż, kiedy kraj się zaludni dzięki dodatkowym środkom z rolnictwa, sztuk i rzemiosł oraz nauki, pojawia się potrzeba, aby sprawy zachować w stanie cywilizowanym, bo bez niego nie byłoby źródeł utrzymania dla więcej niż może jednej dziesiątej części owego kraju mieszkańców. Rzecz jest zatem w tym, aby zaradzić złu, a zachować korzyści powstałe z przejścia społeczeństwa ze stanu naturalnego w ten, który nazywamy stanem cywilizowanym.

Na taki grunt sprawę biorąc, pierwsza zasada cywilizacji powinna była i nadal powinna być taka, że stan majątkowy każdej osoby urodzonej na świecie po rozpoczęciu się cywilizacji nie powinien być gorszy, niż gdyby urodziła się ona przed owym czasem cywilizowanym. Faktem jednak jest, że stan milionów ludzi w każdym kraju w Europie jest o wiele gorszy niż gdyby się urodzili zanim cywilizacja się zaczęła, albo gdyby się urodzili pośród Indian Ameryki Północnej w czasie obecnym. Wykażę, jak do tego faktu doszło.

Nie da się podważyć stanowiska, że ziemia w swoim stanie pierwotnym i nieuprawnym była, a dalej zawsze będzie, wspólną własnością ludzkiego gatunku. W owym pierwotnym stanie każdy człowiek rodziłby się z jakimś stanem posiadania. Byłby za życia współwłaścicielem, wraz z innymi ludźmi, owej ziemi oraz jej naturalnych produktów, roślinnych i zwierzęcych.

Jednak ziemia w stanie pierwotnym, jak już stwierdziłem, jest w stanie utrzymać tylko małą liczbę mieszkańców w porównaniu z tym, jak jest wydajna w stanie kultywowanym. A że się nie da ulepszeń dokonanych kultywacją oddzielić od samej owej ziemi, na której się ulepszenia dokonuje, z tego nierozerwalnego związku powstało pojęcie własności ziemskiej. Prawdą niemniej pozostaje to, że jedynie wartość ulepszenia pozostaje indywidualną własnością, a nie sama ziemia. Każdy właściciel ziemi uprawnej jest winien wspólnocie opłatę gruntową (bo nie znam lepszego terminu na wyraz tego pojęcia) za trzymaną ziemię; i to właśnie z tej gruntowej opłaty proponuje się tutaj plan, aby utworzyć fundusz.

Da się wywnioskować, z natury rzeczy jak też wszystkich historycznych przekazów, że pojęcie własności ziemskiej powstało wraz z kultywacją, a przed owym czasem czegoś takiego jak własność ziemska nie było. Nie miało jak istnieć w pierwotnym stanie człowieka, gdy był myśliwym. Nie istniało też w stanie następnym, gdy był pasterzem: ani Abraham, ani Izaak, Jakub, czy Hiob, o ile się da biblijnym opowieściom wierzyć co do spraw prawdopodobnych, nie byli właścicielami ziemi. Ich własność składała się, jak się zawsze wylicza, ze stad i trzód, a podróżowali z nimi z miejsca na miejsce. Częste w tamtych czasach spory o korzystanie ze studni, jako że ci ludzie żyli w suchym arabskim kraju, także wykazują, że własności ziemskiej nie było. Nie uznawano zajmowania ziemi na własność.

U zarania dziejów coś takiego jak własność ziemska istnieć nie mogło. Człowiek ziemi nie stworzył, a chociaż miał naturalne prawo na niej mieszkać, nie miał prawa jej lokować jako swoją własność wieczystą, nawet żadnej jej części. Stwórca także nie otworzył ziemskiego urzędu, skąd powinny pochodzić pierwsze tytuły. Jakiż więc miało początek pojęcie ziemskiej własności? Odpowiadam jak poprzednio, iż kiedy zaczęła się uprawa, a ulepszenia poprzez kultywację od samej ziemi podzielić się nie dało, zaczęło się pojęcie ziemskiej własności. Wartość owego ulepszenia tak dalece przewyższyła wtedy wartość ziemi w stanie prymitywnym, że ową pochłonęła; aż w końcu wspólne prawo wszystkich zostało pomieszane z prawem jednego człowieka do uprawy. Istnieją jednak odrębne gatunki praw, a będą one istnieć tak długo, jak długo trwa Ziemia.